RSS
czwartek, 08 lipca 2010
Lato

Lato w pelni. W ogrodku kwitnie lawenda i niepozorne jeszcze oleandry. Chce, by moj ogrod pachnial poludniem i sloncem. Co roku przybywa wiec w nim  "poludniowych" akcentow. W poludnie zamykamy rozgrzane okiennice i chowamy sie chlodniejszych katach domu. W nocy spimy pod przescieradlem. gdy sie budzimy, slonce juz dosc mocno przygrzewa. Tego chcialam, za tym tesknilam cala zime i kaprysna wiosne. Wczesniej, mieszkajac w Paryzu, w ktorym brakuje zieleni i przestrzeni, chcialam mieszkac wsrod lawendowych pol. Mieszkam co prawda nie wsrod lawendy, ale wsrod winnic, patrzymy wiec, jak powoli dojrzewaja winogrona. Wieczorem saczymy chlodne rose. Lato jest tutaj tak leniwe, a mnie przybywa pomyslow i energii. Ciemne, niespokojne noce juz za mna, chcialabym zeby juz nie powrocily. Wierze,  ze przyszedl dobry dla mnie czas...

15:43, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 maja 2010
Wiosna w Bretanii

 

 

PONT-AVEN jest malym miasteczkiem w Bretanii, niegdys slynnym ze szkoly malarskiej. Dzis, po artystycznych tradycjach zostalo niewielkie muzeum i mnostwo malych galerii, o nastawieniu raczej turystycznym. A troszke dalej od rynku, takie oto zakatki...

14:34, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 maja 2010
Colum McCann

Dlaczego Colum McCann nie jest zbyt popularny w Polsce? Moze to wina nienajlepszego tlumaczenia, moze braku odpowiedniej promocji ksiazek tego pisarza irlandzkiego pochodzenia? I dlaczego ta nie zostala jeszcze u nas wydana? Stala sie przeciez wydarzeniem literackim ubieglego roku...

 

17:08, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 maja 2010
Wspolczesna proza francuska

Wspolczesnej literaturze francuskiej czesto zarzuca sie, ze jest zbyt 'nombryliczna'*, tzn zbyt skupiona na 'ego' bohatera, ktory utozsamiany jest czesto z narratorem pierwszoosobowym  i autorem, bo autobiografizm jest charakterystyczna rysa tej literatury. Brak dystansu do siebie, brak jakiejs szerszej perspektywy, wykroczenia poza wlasne 'ja', a wiec odniesienia sie do problemow bardziej uniwersalnych - oto glowne zarzuty pod jej adresem.

Tony typu 'I, me and myself' w prozie  sa dla mnie irytujace, bez wzgledu w jakiej ciekawej rzeczywistosci znajduje sie to 'ja'. Podobnie jak nadmierny 'psychologizm' czy 'intelektualizm', ktory zauwazam w powiesciach francuskich. Nawet taki bestseller ostatnich lat jak 'Elegancja jeza' czytalo mi sie dosc ciezko z powodu 'glebokich refleksji' (pensees profondes'), potraktowanych tu jednak na szczescie z pewna doza ironii.

Kilka lat temu Gilles Leroy otrzymal nagrode Goncourt za 'Alabama song' - fikcyjna autobiografie Zeldy Fitzgerald, zony znanego amerykanskiego pisarza. Jest to wlasciwie introspekcja tytulowej bohaterki i szkoda, ze interesujacy temat zostal tutaj, moim zdaniem, zmarnowany poprzez nieumiejetnosc wyjscia poza wlasne, dosc chaotyczne 'ja'. Powiesc zdominowal psychologizm a braklo konstrukcji, o jaka pokusil sie np. Colum McCann w 'Zoli'- powiesci o bardzo podobnym zalozeniu, rowniez inspirowanej postacia realnej kobiety. Zachechecony prestizowa nagroda, Leroy zdaje sie kontynuowac wybrany nurt. Tegoroczna 'Zola Jackson', jesli wierzyc recenzjom (ksiazki nie czytalam) napisana jest w podobnym stylu.

Przykladem 'nombrylizmu' w powiesci francuskiej jest wlasnie...'Powiesc francuska' . Taki tytul nosi najnowsza ksiazka Frederic'a Beigbeder'a.  Narkotykowy wybryk znanego pisarza sprawia, ze zostaje on zamkniety na dobe na posterunku policji w celu przesluchania. Czytelnik ma wrazenie, ze to zamkniecie jawi sie bohaterowi jako doswiadczenie na rowni z losem bohaterow literatury lagrowej, urasta do rangi egzystencjalnej tragedii. Mysli samobojcze, bol istnienia, oburzenie, niepewnosc i stan bliski szalenstwu  mieszaja sie wiec z refleksjami typu : drzewo genealogiczne mojej rodziny, rozwod rodzicow, dziecinstwo w elitarnej podparyskiej dzielnicy, rywalizacja z bratem. Tylko, chcialoby sie powiedziec... kogo to wszystko obchodzi? Pojedynczy los, indywidualne doswiadczenienie, ani szczegolnie osobliwe, ani szczegolnie reprezentacyjne. Do tego wybujale, ekshibisjonistyczne ego, ktore nie pozwala nawet na ironiczne odczytanie tresci tej powiesci.  Ksiazka, ktora, moim zdaniem nic nie wnosi do literatury, a jednak zdobywa Prix Renaudot.

Czy na pewno sposob pisania z perspektywy 'ja, czyli pepek swiata' jest az tak charakterystyczny dla mlodej literatury francuskiej? Nie wiem, czytalam z niej przeciez tylko niewielka czesc, w tym bardzo ciekawe teksty.

Prawda jest natomiast, ze we Francji pisze sie i publikuje duzo. Wydane powiesci sa jednak bardzo nierowne, mam czasami wrazenie, ze tu publikuje sie praktycznie wszystko. W tym morzu znajduja sie tez perelki, ale trzeba na nie trafic.

*nombril (fr) = pepek, nie chce stwarzac nowych pojec, ale trudno mi to przetlumaczyc. Moze 'egocentryczna' ?

17:06, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 kwietnia 2010
Te dni...

Wydarzenia ostatniego tygodnia w Polsce dotknely mnie bardziej niz przypuszczalam. Bardziej, poniewaz na co dzien malo interesuje sie polityka, ot, na tyle zeby byc "na biezaco" z wazniejszymi wydarzeniami. Nie do wszystkich nazwisk, ktore uslyszalam w sobote, potrafilam dopasowac twarz. Prezydenta nie darzylam zbytnia sympatia. A jednak widok tych trumien ktore przylatuja kolejno ze Smolenska sciska za serce.

My tutaj, na emigracji, uslyszelismy dosc wywazona relacje z wydarzen, francuskie media od razu w sobote nie wahaly sie podsumowac sylwetki Prezydenta Polski jako osoby o pogladach antyeuropejskich, ktory doprowadzil na dodatek do tak antydemokratycznej sytuacji jak powolanie swego brata na stanowisko premiera. Tak, ze paradoksalnie, byly dzialacz Solidarnosci mogl jawic sie przecietnemu francuzowi, ktory przeciez tak niewiele wie o Polsce jako antydemokrata. Fakt, Kaczynski nie byl najbardziej kosmopolitycznym i najbardziej pro-europejskim prezydentem, ale mimo wszystko braklo mi jakiejs pelniejszej analizy sylwetki prezydenta. A moze my, Polacy, przyzwyczajeni jestesmy do tego, ze nie mowi sie zle o zmarlych i taki zimny obiektywizm troche nas boli... Mowiono tez o niezwykle religijnej postawie Polakow, ktorzy naturalnie zaczeli gromadzic sie wokol kosciolow. Dla nas to takie naturalne, ale ten niezwykle racjonalny i antyreligijny narod nie jest do tego przyzwyczajony.

Tak sobie mysle, ze my, Polacy, jako spoleczenstwo  wyroslismy z tradycji romantycznej, romantyzm u nas znalazl dobry grunt, a pozniej postromantyczny nurt uksztaltowal nasza narodowa mentalnosc, co przejawia sie na roznych poziomach zycia spoleczno politycznego, a zwlaszcza w obliczu wydarzen takich jak to sobotnie. Nie wahamy sie wtedy publicznie, oficjalnie uzyc slowa "tragedia", politycy i dziennikarze placza.  I tak sobie mysle, ze jakby cos takiego dzialo sie we Francji, to uslyszelibysmy pewnie tylko "katastrofa lotnicza". Zabolaloby rownie mocno, ale pewnie uczucia, pewny typ emocjonalnosci nie pasowalby po prostu do dyskursu oficjalnego. Rozum, racjonalizm, obiektywizm, forma jest rownie wazna jak tresc... Mentalnosc tego narodu ma tak silne korzenie oswieceniowe, post -wolterianskie, ze czasami pewne reakcje wydaja sie dla kogos z zewnatrz trudno zrozumiale. Reakcje na wielu poziomach zycia codziennego, nie tylko w obliczu katastrof.  A jednak staram sie zrozumiec, inaczej juz dawno by mnie tu nie bylo...Racjonalizm w kulturze, to tez wielka tradycja, wartosc, dlatego akceptuje ten ich kod zachowan "kulturowych".

Odbieglam od tematu. Chcialam tylko powiedziec, ze myslami jestem z rodzinami ofiar. Niedlugo zabija dzwony, warto pamietac, ze:

"Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona tak samo, jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie".
John Donne
poeta angielski
(1957 - 1631)

 

 

 

13:02, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
Joseph Kessel, Lew

"Lew" to juz klasyka, lektura szkolna, taki odpowiednik naszego "W pustyni i w puszczy".  Powiesc doczekala sie nawet filmowej adaptacji. Rzecz dzieje sie oczywiscie w Afryce, bylabym jednak ostrozna z zaszufladkowaniem tej pozycji do "literatury mlodziezowej". Nie jest to tez ksiazka przygodowa.

Europejczyk, pisarz, przybywa do Afryki w poszukiwaniu inspiracji. Jednak nie zwierzeta pochlaniaja jego uwage, a brytyjska rodzina zarzadcy parku narodowego i ich niezwykla corka, 10-letnia Patrycja, ktora posiada niezwykly dar obcowania z dzikimi zwierzetami. Ulubienscem Patrycji jest krol sawanny, lew, wychowany przez nia od dziecinstwa, w stosunku do ktorego Patrycja odczuwa niemal matczyna milosc. Lew jest dorosly, niebezpieczny, dziki  i calkowicie poddany woli Patrycji. Przybysz przyglada sie tej relacji, i z niejasnym poczuciem, ze za chwile cos sie waznego stanie, decyduje sie zostac dluzej niz planowal, korzystajac z goscinnowsci rodziny Bullit.

Duma, zazdrosc, fantazje o nieograniczonej wladzy dziecka - nie dziecka zapowiadaja nadchodzacy konflikt. Stopniowo wyczuwa sie, ze ktos tu poniesie ofiare, ktos stanie sie ofiara, ale nie do konca wiadomo kto.

Rysuje sie przed nami portret rodziny, ktora stanowia trzy postacie -  zarzadca parku John Bullit, jego zona Sibile, sprawiajaca wrazenie nieprzystosowanej i nieszczesliwej i dziewczynka, ktora wchodzi w okres dojrzewania. Na ich wzajemne relacje wplywaja roznice kulturowe, wychowanie, inne spojrzenie na otaczajacy ich swiat dzikiej przyrody. Kenijski park to Krolestwo Patrycji, "wiezienie" dla Sibile, teren samorealizacji, uosobienie wolnosci i wladzy dla Johna. Dla niego, to swiat, z ktorym utozsamia od dziecinstwa, John to brytyjska kultura i afrykanskie wychowanie.

Narrator jest jak przecietny czytelnik, niewiele wiedzacy o Afryce. Przewodnikiem jest Patrycja, pokazuje mu piekno i okrucienstwo, cala poezje i twarde prawa sawanny. Ale Patrycja, corka zarzadcy jest dyskretnie chroniona, wydawaloby sie ze to wystarczy, by zapewnic jej bezpieczna egzystencje. Tylko jej matka, Sybil, zdaje sobie sprawe z niebezpieczenstwa, na ktore narazona jest jej corka.

I rzeczywiscie, Patrycja placi ciezko za "niewinna gre" ktora sama wymyslila, stajac sie ofiara sytuacji, ktora sprowokowala "dla zabawy". Miala swojego lwa i swojego masaja. Czyz byla winna temu, ze ... Nie zdradze wiecej szczegolow.

Nie czytalam tej ksiazki pod katem relacji dziecka ze zwierzeciem. Moim zdaniem, to nie dziewczynka jest bohaterka powiesci, choc Kessel doskonale uchwycil w tej postaci  moment przejscia miedzy dziecieca niewinnoscia a budzaca sie swiadomoscia kobieca. Na uwage zasluguje sylwetka Johna. To on zabijal, to on chroni zwierzeta, to on w koncu zabija lwa...Doskonale pokazane sa tez relacje miedzy czlonkami rodziny Bullit i postawa Johna Bullit'a wlasnie.

"Lew" zostal wydany w 1958 roku i przyniosl autorowi duzy sukces oraz wstep do Academie Francaise. Joseph Kessel to pisarz, dziennikarz, awanturnik, podroznik i reporter. Jego wyczerpujaca biografia nosi tytul: "Sladami lwa".

10:40, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 kwietnia 2010
Wnuczka pana Linha (La petite fille de Monsieur Linh)

 

Petite Fille de Monsieur Linh

 

Pan Linh to starszy czlowiek, ktoremu wojna zabiera nagle najblizszych. Wybuch bomby zabija ukochanego syna i synowa, oszolomiony Pan Linh zabiera wiec z miejsca tragedii ich jedyne dziecko, swoja wnuczke Sang Diu (wymawia sie tak samo jak "Sans Dieu" = "Bez Boga"). Dla zapewnienia lepszej przyszlosci dziewczynce, ktora kocha bezgranicznie, decyduje sie na opuszczenie kraju.

Pana Linha poznajemy na pokladzie statku w momencie kiedy, z kilkumiesiecznym dzieckiem i malutka walizka opuszcza na zawsze swoja ojczyzne. W obcym kraju zostaje uchodzca. Bez znajomosci jezyka i zwyczajow, w swiecie, ktorego nie rozumie, zawiera niezwykla przyjazn z mezczyzna, siadajacym codziennie na parkowej lawce. Godziny spedzone razem poglebiaja te niezwykla wiez.

 "Wnuczka pana Linha" to jednoczesnie poetycka i wstrzasajaca historia o ucieczce, nostalgii i niespodziewanej przyjazni dwoch mezczyzn, ktorych pozornie dzieli wszystko: jezyk, kultura, doswiadczenie. O  konfrontacji starego czlowieka z nowym, nieznanym swiatem. Historia o tym, ze sa tragedie, ktore umysl ludzki nie potrafi pojac.

Ta niewielka objetosciowo powiesc ma wymiar egzystencjalny, pozbawiona jest wszelkiego konkretu, w tym jakiegos konkretnego politycznego czy spolecznego  przeslania.  Cechuje ja pewien uniwersalizm, tak rzadko spotykany ostatnio we wspolczesnej literaturze francuskiej. W ksiazce nie pada zadna konkretna nazwa kraju, zadna konkretna wojna czy inne wydarzenie.  Mozemy sie tylko domyslac, ze ojczyzna pana Linha jest jeden z mniej rozwinietych krajow azjatyckich, a miejscem akcji duze miasto jakiegos zachodniego panstwa. A pan Linh? Popatrz dobrze, moze wlasnie siedzi na jednej z parkowych lawek w Twoim miescie? Zobacz na tej, przy karuzeli... 

Philippe Claudel, to jeden z tych pisarzy, ktorzy uwazaja, ze pisanie to jednoczesnie sposob na zblizenie sie do czlowieka i do istoty czlowieczenstwa. Jego pisarstwo pozostaje blisko wartosci kojarzonych ze slowem "humanizm".  

 

11:13, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 kwietnia 2010
Wiosna w domu

Eh, wiosna...Zrobilam wiosenne bukiety...

Kameliowy:

I jeszcze ciut swiatecznie:

 

18:11, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 marca 2010
Francuski rynek ksiazki

Od kilku lat przygladam sie rynkowi ksiazki we Francji.

Ksiazki we Francji nie sa towarem luksusowym. Dzieki bogatej tradycji ksiazki broszurowej, wiekszosc tytulow, ktora ukazala sie na rynku jest ogolnie dostepna w formacie kieszonkowym. Nowosci, a zwlaszcza ksiazki nagrodzone i promowane  czekaja jeszcze kilka miesiecy na edycje kieszonkowa, ktora wydawana jest czesto przez wyspecjalizowane wydawnictwa, wspolpracujace z wydawnictwem "macierzystym". Niektore pozycje ukazuja sie jednak juz kilka tygodni po pierwszym wydaniu, lub, ostatnio coraz czeciej,  jako jedyne wydanie oryginalu.

Wydanie kieszonkowe, to cos wiecej niz ksiazka w miekkiej oprawie. Pojecia "miekka " i "twarda" oprawka  wywodza sie raczej z anglojezycznej tradycji wydawniczej,  we Francji publikuje sie w tzw. "grand format" i w wydaniu  broszurowym, czyli " format de poche" , "livre de poche".Taka ksiazka, to wystandaryzowany rozmiar i wzor, biale grzbiety, z numerem serii u gory i jej  nazwa  na dole, no i srednia cena 6 euro, kilkakrotnie nizsza od tzw. wielkiego formatu.

Okladka juz w takim stopniu nie informuje  o zawartosci. Dostep do ksiazki jest o wiele bardziej egalitarny  a  ksiazka jako tresc, a nie jako obiekt sam w sobie  ma  swoje stale miejsce na ksiegarskich polkach. Bardzo wiele z nich, wlasnie dzieki swej formie zostaje na polkach i znajduje swoich nabywcow a dla wydawcy francuskiego, to nie pieknie wydany bestseller a "broszura" stanowi glowne zrodlo dochodu.

90 procent moich zakupow ksiazkowych we Francji to wlasnie"broszury", i mowie to jako osoba dla ktorej ksiazka moze byc swego rodzaju fetyszem, bo lubie ksiazki dobrze zaprojektowane i przywiazuje duza wage do estetyki. Powod? Dobry stosunek jakosci w stosunku do ceny, prosta, ale dobrze wygladajaca okladka, ktorej wazny element stanowi najczesciej ladna, dopasowana fotografia.

Z Polski przywoze piekne wydane, ale dosc drogie ksiazki, tu niestety nie moge zaoszczedzic i brakuje mi lekkich formatow kieszonkowych, ktore bez problemu mieszcza sie w bagazu...Czy mi sie wydaje, czy nie ma w kraju wydawnictwa specjalizujacego sie  sie w wydawaniu takich ksiazek we wspolpracy z innymi wydawcami?  Mysle, ze jest tutaj pole do popisu! Moze wtedy, oferta takiego na przyklad Empiku bylaby troszeczke szersza?  

Oczywiste jest  ze wplyw na oferte w ksiegarniach ma polityka wydawcow, a mnie marzy sie demokratyczny rynek ksiazki w Polsce...Taki, zeby czytelnik, za nizsza cene mial dostep do interesujacej go tresci, niezaleznie od tego, czy poszukuje "modnych" tytulow  czy elitarnych pozycji...

 

 

 

 

 

 

 

11:18, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
Odswiezam bloga!

Czas odswiezyc bloga! Juz nawet hasla nie pamietam, tak dlugo tu nie zagladalam. A tymczasem, fajne rzeczy czytalam ostatnio.Jest tez kilka rzeczy o ktorych chcialabym napisac, wracam wiec do wirtualnego swiata ;-)

 

 

 

10:12, 100krotka77
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3